Żłobek przyjazny dziecku. Naszemu dziecku.

To był dla mnie ważny dzień. Dla Kaliny też, choć nie zdała sobie z tego sprawy. Nasza córeczka poszła dziś…do żłobka. Poszła, jak poszła. Została przez nas odwieziona. W zasadzie przez całą rodzinę, brakowało psa. Nowo otwarty żłobek jest tuż obok szkoły Karoliny. Także dziewczyny mogą z okna sobie machać. Głupi żart. Zwłaszcza, że Kalinka poszła bez soczewek:-). Rano byłam bardzo przejęta. Tłumaczyłam paniom, że Kalinka jest dzieckiem niedowidzącym itd, ale Maleńka uśmiechała się do nich i zachowywała tak, że moje słowa i przerażona mina kompletnie nie pasowały do opisu sytuacji. W końcu wyszłam. Łatwo nie było, ale przypominając sobie szloch po oddaniu Karoliny do przedszkola 6 lat temu przyznaję – byłam dzielna. Było tylko ściśnięte gardło i kilka łez. Może to dlatego, że Kalinka nie płakała. Zobaczymy jak będzie dalej. Wkrótce chyba zaczniemy do żłobka zakładać jej soczewki. Ostatnio o dziwo nie wypadają. Lepiej dobrane…choć drogo nas to kosztowało. Czytałam na forum GW o dobieraniu soczewek we Wrocławiu. Ale nas kusiło, by tam jechać…Nieporównywalne warunki w stosunku do tego, co dzieje się w Katowicach. Ale teraz jak dr dobrał prawidłowo chyba się już nie zdecydujemy. Tuż po powrocie ze żłobka tak jak ustaliłam z profesorem Prostem prawe oko zaklejone i rehabilitacja lewego przez 3 – 4 godziny. Fajnie sobie radzi Kalisia. Coraz więcej robi, pełza po całym domu. Pewnie ma znaczenie, że jest w miejscu, które zna. Chociaż wczoraj w Fundacji w Chorzowie na rehabilitacji z zaklejonym oczkiem też było dobrze. Pewnie wkrótce równie pewnie poczuje się w żłobku. Myślę pozytywnie o tym miejscu, a często słyszę; „Żłobek!, nigdy, co to za miejsce…”. Chyba wciąż zdarza się myśleć o żłobku jak „przechowalni dzieci” rodem z PRL. My posłaliśmy Kalinkę w miejsce, któremu moim zdaniem absolutnie można ufać. Uruchomiła go fundacja Elementarz, którą znam. Poza tym ma dofinansowanie z funduszy Unii Europejskiej, więc opłata stała 300 zł nie wydaje mi się przesadzona patrząc na cieplarniane warunki, które mają dzieci. Trzy panie wyłącznie do opieki, dwie do dbania o posiłki i sprzątanie, czyli 5 pań na grupę 15 dzieci. Bajka. W dodatku nowo otwarta placówka, więc na razie, w okresie adaptacji jest w grupie Kaliny 5 maluchów. Nie wiem czy w jakimkolwiek innym miejscu (poza domem oczywiście) miałaby lepiej. Ważne jest też dla mnie to, że mogę dzięki temu normalnie pracować, rozkręcać firmę i mieć chwilę dla siebie. To po prostu bezcenne…Jeszcze kilka tygodni temu nie uwierzyłabym, że tak może być. To się chyba nazywa powrót do normalności.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Żłobek przyjazny dziecku. Naszemu dziecku.

  1. Rodzice_karola pisze:

    Bardzo się cieszę ! Moim zdaniem jesteś bardzo odważna i silna ! To na pewno nie była łatwa decyzja, ale przecież My rodzice mamy prawo do „normalnego życia” ! Nie możemy rezygnować z własnego życia i celów. Oczywiście znajdą się osoby, które powiedzą – „powinna zostać z dzieckiem w domu, opiekować sie nią ! Co to za matka !” I wiele tego typu określeń. Po to zostały stworzone żłobki żeby tam dzieci posyłać :-) a im wcześniej Kalinka będzie miała styczność z innymi dziećmi tym jej rozwój społeczny będzie lepszy i to dotyczy każdego dziecka. Trzymam kciuki za Kalinke i Ciebie Olgo ! Jak dobrze, że może być wreszcie „normalnie” :-)

    • Olga pisze:

      Dziękuję za słowa otuchy:-) Powoli szykujemy się do wyjścia. Drugi dzień w żłobku – zobaczymy jak Kalinka dziś zareaguje na to miejsce. Miłego dnia dla Was.

  2. Magdalena pisze:

    no, no, no.. czyli mała pomału podbija świat! Gratuluję :) i oby dalej się tak fajnie układało!

  3. Trzeciak pisze:

    Super Olga! Trzymam kciuki za Kalinkę! Daj spokój – nawet nie myśl w kategoriach „powinna z dzieckiem zostać w domu” – to są iluzje, które nakręcają się same. Znam mnóstwo matek, które „poświęciły się” i czekały całe życie aż dzieci, mąż i pies siądą w kółku i powiedzą „kochana męczennico, dziękujemy ci, że zrezygnowałaś dla nas z samej siebie” – tyle tylko, że ten moment nigdy nie następuje i przychodzi gorycz. Oczywiście, decyzję co do „zostania w domu” każda mama podejmuje sama i zapewne jest sporo kobiet, które tego właśnie pragną, ale robienie czegoś wbrew sobie to jakiś absurd. Powiem Ci dodatkowo, że moja mama była typową „wychodzącą”, szkolącą się, malującą, jeżdżącą na plenery. Wiesz co robiłam, gdy jej nie było? Pisałam :) A gdy była spędzaliśmy czas w fajny sposób, bo przecież jakoś, nie ilość się liczy.
    Pozdrawiam!:)

    Ps. Jeszcze – skoro tak się rozpisałam – chciałam dodać, że zgadzam się z tym, co sama zauważyłaś – że to już nie jest komuna i w wielu placówkach są naprawdę fajne warunki dla dzieciaków, gdzie panie stanowią dla dziecka ciekawą odmianę od rodziców, do których można wrócić z chęcią po kilku godzinach tęsknoty:)

    • Olga pisze:

      Nic dodać nic ująć. Dokładnie tak do tego podchodzę. Mam takie postanowienie od jakiegoś czasu – nie rezygnować z samej siebie. Okupione jest to czasem …hm. zastanawiam się jak to ująć – niezrozumieniem ze strony najbliższych. Czasem nawet mam poczucie winy, ale trzymam się swojego postanowienia, bo jak już niejednokrotnie pisałam – stałam się dla siebie ważna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>