Kalina raczkuje. Klucz do sukcesu…wykładzina w żłobku:-)

Jakiś czas temu przemiły rehabilitant z fundacji pomocy niewidomym tłumaczył mi dlaczego dzieci niedowidzące mają problem z raczkowaniem. To proste. Do bezpiecznego poruszania się potrzebują rączek. Obserwuję od dłuższego czasu Kalinkę i widzę, że dla niej rączki także są niezwykle ważne. Myślę, że właśnie dlatego woli (w każdym razie długo wolała) pełzać na brzuszku. Raczkując naraża się na to, że pierwsza w zetknięciu z przeszkodą będzie…głowa. Dzisiaj mija tydzień odkąd posłaliśmy Tikulinkę do żłobka i wyraźnie obserwuję, że od tego czasu postęp w raczkowaniu jest ogromny. Myślałam, że to przypadek. W końcu cały czas rehabilitujemy ją w fundacji i robi wyraźne postępy. Raczkowanie od czasu do czasu występowało już wcześniej, ale od momentu „żłobkowania” mamy do czynienia z tym cudnym zjawiskiem do potęgi. Zastanawiam się dlaczego. Czyżby naśladowała inne dzieci? Nie jestem przekonana. Kalinka najlepiej widzi z bliska – metr, dwa od niej jej wzrok moim zdaniem radzi sobie jeszcze bardzo kiepsko. O co więc chodzi? Wydaje mi się, że powód jest banalny. Podłoże:-) W domu mamy panele, w żłobku jest wykładzina, która w ogóle nie jest śliska. Najprostsze rozwiązania są najlepsze. Tak chyba jest tym razem. Oczywiście w domu na naszych panelach też radzi sobie coraz lepiej, ale po prostu ma gdzie ćwiczyć:-) Bardzo ciesze się z tego, że w ogóle to robi. Oznacza to, że czuje się bezpiecznie z tym co widzi. Oczywiście dotyczy to bliskiej odległości, ale tak ma „ustawione” soczewki. Dr Jaworski, który je dobierał tłumaczył nam, że w tym wieku dla dzieci najważniejsze jest to, co jest blisko. Zabawka, twarz mamy, itd. Sprawdzam ostatnio z jakiej odległości nas dostrzega zanim się odezwiemy. Wydaje mi się, że metr – góra półtora. Z dwóch widzi postać, ale już nie ma pewności czy to ja. Powoli zbliżamy się zresztą do terminu wymiany soczewek. Mam gęsią skórkę na samą myśl o tym. Wizyta u doktora Jaworskiego dla mnie nie należy do najmilszych. To czekanie…te dwie poczekalnie, co grozi tym, że jak nie siedzę tuż przy recepcji mogą o nas zapomnieć i w drugiej poczekalni możemy spędzić ponad dwie godziny. Nie ma problemu, po co jednak wtedy umawiać się na jakąkolwiek godzinę. Wciąż wraca do mnie to, co czytałam o Wrocławiu. Wiadomo, że chociażby przez samą benzynę będzie drożej, ale Kalinka jest tego warta. Poza tym Karola mogłaby policzyć kilka krasnali. Muszę to przemyśleć.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Kalina raczkuje. Klucz do sukcesu…wykładzina w żłobku:-)

  1. Rodzice_karola pisze:

    Cieszę sie baaaaardzo, że Kalinka tak sobie super radzi :-) a raczkowanie to taki kolejny etap w rozwoju maluszka :-) a my rodzice tylko na to czekamy. Tylko patrzeć jak zacznie stawiać pierwsze kroki !

    My nie bylismy nigdy u dr Jaworskiego, tylko najpierw Warszawa ( 300km i 6h jazdy) a potem Wrocław ( 400km i 3,5h jazdy) mamy kawałek ale naprawdę z czystym sumieniem mogę powiedzieć że we Wrocławiu panie robią dosłownie wszystko żeby dziecku pomóc i zrobić co tylko mogą i jeśli sie umawia na godzinę 11:00 to jest to godzina 11:00 :-) nie chcę tu robić nikomu reklamy ale jeśli macie tylko możliwość spróbować sie tam wybrać to myśle, że nie będziecie żałować.

    • Olga pisze:

      Dziękuję za tę opinię o Wrocławiu. Czytałam Twoje wpisy na forum GW. Bardzo przekonujące, dlatego chciałabym tam pojechać. Nawet dziś dzwoniłam na podany tam nr komórki, ale nikt nie odebrał. Problemem są oczywiście pieniądze, bo gabinet dr Jaworskiego mamy 5 km od domu. No i wizyta tańsza. Ale nie poradzę nic na to, że na samą myśl, że mam tam wrócić opadam z sił. Dziś śmiałam się, że podróż do Wrocławia zajmie nam tyle, ile czekanie w poczekalni u dr Jaworskiego. A pieniądze? To jest tak, że czasem coś się nie opłaca, ale warto to zrobić:-) Jutro będę znowu dzwonić:-)

  2. Trzeciak pisze:

    Dokładnie – myślę, że nawet jeśli panele nie zniechęcają, to miła wykładzinka na pewno zachęca:) Wiadomo, że maluchy są bardzo wrażliwe na dotyk, a pewnie – jak sama wiesz najlepiej – przy mniej sprawnym wzroku ta tendencja rośnie. Brawo, Kalinka!

    Tak przy okazji, pewnie masz takich rzeczy od groma, ale wklejam link do fajnych zabawek stymulujących:) http://wizaz.pl/Mama-z-klasa/I-rok-z-dzieckiem/Dzieci-kochaja-metki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>