Moja wspaniała, prawie niewidoma babcia. Wspomnienie…

1 listopada to dla mnie dziwny dzień od dziewięciu lat. Wtedy właśnie 1 listopada 2004 roku urodziłam starszą córkę Kaliny, Karolinę. Od tego czasu 1 listopada jest dniem radosnym, ale to nie znaczy, że nie ma w nim refleksji i pamięci o tych, którzy odeszli. Jest. Dziś jak mało kiedy myślę o mojej babci Leokadii, która zmarła ponad 20 lat temu. Babcia pod koniec życia najprawdopodobniej była niewidoma, ale…nikomu się do tego nie przyznała. Była ciepłą, wspaniałą staruszką o długich siwych włosach, które uwielbiałam czesać. Babcia mając 4 lata została sierotą i trafiła do sierocińca, a nawet kilku. Bieda, głód i brud – tak to wspominała. Mając 6 lub 7 lat zachorowała na jaglicę, czyli przewlekłe pęcherzykowe zapalenie rogówki. Grudki jagliczne usuwał bez znieczulenia lekarz wojskowy. Moja mama mówi, że tamten ból szedł za babcią całe życie. Do tego stopnia, że trzy porody nie były niczym szczególnym:-) Jaglica prowadzi do ślepoty. Ile widziała moja babcia nie wie nikt. Była pogodna, radosna, sprawna. Fakt, moja mama już w podstawówce czytała jej książki, babcia za to uwielbiała radio, które najprawdopodobniej było dla niej najważniejszym oknem na świat. Jedynie pod koniec życia skupiła się na domu, prowadzeniu ogrodu i tylko nieliczni wiedzieli, że pieląc ogród z chwastów zdarzyło jej się wyrwać również ważne rośliny:-)Podobno przyznano jej białą laskę, ale nigdy nie widziałam jej przy niej, nawet nie wiem, czy takowa była w domu. Gdy dowiedziałam się o phpv, które ma Kalina pomyślałam, ze może to kwestia genów, bo babcia źle widziała. Wiem już, ze nie. Choroba babci i jej niedowidzenie mają zupełnie inną genezę. Mimo to trudno mi nie wspominać babci, gdy widzę Kalinę. Mimo niedowidzenia jest tak radosna, tak świetnie radzi sobie w sytuacji w której jest. Wkrótce napiszę o tym więcej, bo nasza Kalinka zaczęła właśnie powolutku….raczkować. To bardzo trudne w przypadku dzieci niedowidzących, które w poruszaniu się potrzebują rączek. Ale nie o tym dziś. Dziś urodziny Karoliny i wspomnienie o wspaniałej kobiecie, która pokazała mi, że ograniczony nawet bardzo wzrok nie ogranicza szczęścia…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Moja wspaniała, prawie niewidoma babcia. Wspomnienie…

  1. magdalena pisze:

    tez w tym dniu wspominalam moja babcie ktora odeszla 10 miesiecy temu.. wiem jedno w babciach jest ogromna sila.. radosc i madrosc zyciowa! co do Kalinki raczkuj mala raczkuj i poznawaj ten dziwny i radosny swiat

  2. Bernadeta pisze:

    Bliskie mi to, co napisałaś, Olga… Zarówno o Babci – Jej sile, mądrości i pogodzie ducha (zauważyłaś, że to często idzie w „parze”? W tym przypadku – w „trójce”:), jak i o radzeniu sobie Kalinki, pomimo ograniczonego widzenia…
    Mam podobny kawałek w mojej historii. Od początku podstawówki świetnie sobie radziłam w szkole, miałam też zgraną paczkę na podwórku i… kochałam książki – nocne godziny pod kołdrą – z latarką… Ze względu na wzrost – zawsze siedziałam w ostatniej ławce… W trzeciej klasie zaczęłam wszystkie treści pisać w zeszytach – z pamięci; nie z tablicy… Czasem zaglądałam do zeszytu koleżanki. W piątej klasie już niczego nie byłam w stanie przepisać z tablicy – gdyż nie widziałam tego…. W ogóle nie przeszkadzało mi to jednak w funkcjonowaniu. Dopiero, gdy moja rodzina zorientowała się, że COŚ jest nie tak, była pierwsza wizyta u okulisty i pierwsze okulary (-4,5)…
    Moje życie było intensywne i ciekawe również wtedy, gdy nie miałam ostrego wzroku… Bo ważna była wtedy dla mnie moja rodzina, podwórko = koleżanki i koledzy, mój pies i fajna Pani w szkole.
    Życzę Kalince, by zawsze miała to, co najważniejsze:)

  3. Bernadeta pisze:

    Bliskie mi to, co napisałaś, Olga… Zarówno o Babci – Jej sile, mądrości i pogodzie ducha (zauważyłaś, że to często idzie w „parze”? W tym przypadku – w „trójce”:), jak i o radzeniu sobie Kalinki, pomimo ograniczonego widzenia…
    Mam podobny kawałek w mojej historii. Od początku podstawówki świetnie sobie radziłam w szkole, miałam też zgraną paczkę na podwórku i… kochałam książki – nocne godziny pod kołdrą – z latarką… Ze względu na wzrost – zawsze siedziałam w ostatniej ławce… W trzeciej klasie zaczęłam wszystkie treści pisać w zeszytach – z pamięci; nie z tablicy… Czasem zaglądałam do zeszytu koleżanki. W piątej klasie już niczego nie byłam w stanie przepisać z tablicy – gdyż nie widziałam tego…. W ogóle nie przeszkadzało mi to jednak w funkcjonowaniu. Dopiero, gdy moja rodzina zorientowała się, że COŚ jest nie tak, była pierwsza wizyta u okulisty i pierwsze okulary (-4,5)…
    Moje życie było równie intensywne i ciekawe również wtedy, gdy nie miałam ostrego wzroku… Bo ważna była wtedy dla mnie moja rodzina, podwórko = koleżanki i koledzy, mój pies i fajna Pani w szkole.
    Życzę Kalince, by zawsze miała to, co najważniejsze:)

  4. Trzeciak pisze:

    Dokładnie – najważniejsze chyba jest to, żeby nie oceniać wszystkich swoją własną miarą – podejrzewam, że Twojej babci niczego do szczęścia nie brakowało:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>