Soczewka zgubiona w…oku.

Zdecydowanie gorszy dzień. W domu armagedon jeśli chodzi o bałagan, Kalina marudna, katar ją męczy. Na szczęście nasza kochana pani doktor powiedziała, że to tylko infekcja. Syrop na kaszel, przeciwzapalny lek na noc i czekamy aż sama się obroni. Żadnych antybiotyków! Karola też chce spędzić ze mną trochę czasu, rozumiem ją doskonale, ale dopadło mnie takie zmęczenie, że jedyne co mogłam zrobić to rozpłakać się. Próbowałam powiesić pranie, choć tyle…Kalina w kojcu zaczęła płakać, ale o wiele mocniej niż zwykle. Coś nie tak w prawym oko. Bardzo tarła, im bardziej tarła tym mocniej płakała. Przyjechał Maciek, oczy zaczerwienione. Ja i ona. Każda z innego powodu:-) W dużym pokoju na podłodze znalazłam soczewkę…myślę – prawa. Nie! Lewa. Gdzie prawa? Znowu poszukiwania, czołgamy się po podłodze, świecimy pod meblami. Ale prawe oko wciąż nam się nie podoba, opuchnięte, czerwone, ale soczewki w nim nie ma. Szukamy dalej. Nic. W końcu decydujemy – grzebiemy jeszcze raz w oku. Podwijamy powieki – jest! Wyszła spod dolnej powieki. Koszmar, nerwy, ale obie soczewki po raz kolejny znalezione. Tyle, że z tego całego zamieszania nie jestem już w stanie zakleić jej dziś prawego oka. Nie ma siły. Dziś nie ma rehabilitacji. Mama ma dość. Jedyne o czym marzę to zalec na kanapie przed dobrym filmem z lampką wina i zobaczyć cały film, bez przerw na karmienie i takie tam. Na razie nierealne. Film. Wino może…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>