Zrobiłam to; wyjęłam soczewki, by miło spędzić czas.

IMAG0786 Niedziela. Jedna z ładniejszych tej jesieni. Dzień babski, zostałyśmy same z Karolą i Kaliną, Maciej w pracy, w trasie. Sms od psipsióły; „To jak się umawiamy?”. No tak – był plan. Pierwsza przejażdżka Elką w Parku Śląskim. Zbieram się, choć nie jest łatwo. Jeszcze obiecany Karoli odpust, na szczęście babcia ogarnia spacer po straganach, pies, obiad…Uff. Ok. Jedziemy. „Piękny dzień. Przejedźmy się Elką” – pomyślało pół Chorzowa, Katowic i chyba całego Śląska. Stoimy więc w kolejce do kolejki. Na szczęście jesteśmy razem, gadamy, Kalina w wózku śpi. W końcu docieramy do biletomatu (jednego z dwóch – szacun dla tych, którzy przywrócili Elkę:-). Nic to. Wsiadamy, jedziemy.

Jestem spięta. Nie jest fajnie. Patrzę Kalinie w oczy, a nie za okno gondoli, choć tak pięknie za oknem. Wysiadamy. Ja już czuję przez skórę – za chwilę wypadnie soczewka…i faktycznie. Nie mija pięć minut, docieramy do pobliskiej knajpy i WC. Przyglądam się – nie ma. Nie panikuję. Powoli podnoszę Kalinkę z wózka – jest soczewka! Super! Ale jest też WC z przewijakiem. Idę i za namową starszej córki robię to, o czym marzę. Wyjmuję prawą. Obie soczewki trafiają do pojemnika z płynem. Są bezpieczne.

Wychodzę i po raz pierwszy tego dnia czuję…ulgę, radość, chęć spędzenia miło dnia. Idziemy do Parku Linowego. Karola chce przejść jedną ze ścieżek, ja kładę Kalinę na IMAG0762kocyku na trawie. Bawi się koniczyną, trawą, nawet zaaferowana rozmową nie zauważam, że je ziemię. Jest bosko. Czuję się jak matka pełnosprawnego dziecka i chwytam chwilę…Podrzucam ją, śpiewam, niemal tańczę. Robię zdjęcia Karoli. To fajne. Moja rola nie ogranicza się tylko do pilnowania oczu mojego młodszego dziecka.

Wracamy. Nieco mniejsza kolejka do gondoli. Wydaje mi się, że Kalina widzi inaczej. Trzymam ją na rękach, a ona bez soczewek włącza zmysł smaku i ewidentnie gorzej mnie widząc zaczyna mnie lizać, co wygląda jak dawanie buziaka. W kolejce poruszenie – jakie to słodkie, jaka fajna ta mała. Nikt nie wie, że ta mała słabo widzi, zwłaszcza, że zaczepia, piszczy. My zachowujemy się jakby nigdy nic. Śmiechy, Karola przytulona, robi zdjęcia. Naprawdę fajna atmosfera, ale ja wiem, że z soczewkami w oczach tak by nie było.  Byłabym bardziej spięta, nerwowa. A tak – całe towarzystwo zadowolone. Prawda jest też taka, że to Karola zasugerowała – mamo, wyjmij jej tę drugą soczewkę, wyluzujesz się…Pointe mam taką. W życiu dokonuję wyborów na każdym kroku. Wiem, że często wiele od tego zależy. Dziś wybrałam RADOŚĆ. Dla siebie, moich dzieci i moich przyjaciół. Nie wybrałam rehabilitacji, stymulacji wzroku, pracy lewego oka. I zrobiłam to w pełni świadomie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Zrobiłam to; wyjęłam soczewki, by miło spędzić czas.

  1. Rodzice_karola pisze:

    Znamy to uczucie :-) taka beztroska, radość; można spokojnie rozmawiać, patrzeć w inną stronę i tylko rękoma „zabezpieczać” dziecko :-) dla rodziców którzy nie wiedzą co to znaczy jest to chwila niewytłumaczalna. Taki banał. Z pozoru super rodzina, bez problemów i zmartwień i jak wiele osób z boku może tego „obrazu” pozazdrościć :-) Zasługujemy na chwilę odpoczynku i wiecej radości :-)

  2. Olga pisze:

    Nic dodać nic ująć:-) Dokładnie tak.

  3. mia80 pisze:

    Jakbym czytała o sobie… kiedy jeszcze walczyliśmy z soczewkami. Wciąż jeszcze mam do siebie pretensje, że nie daliśmy rady, że musieliśmy zrezygnować i kosztem wzroku naszego dziecka ratować całą rodzinę. Mam jednak głęboką nadzieję, że wam się uda wytrwać przy soczewkach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>